[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» LEGENDA Z REAS «

Opowieść ta zaczyna się w miasteczku Nesia, w kraju nazywanym Reas. Mieszkał tam pewien chłopiec. Był to mieszaniec: półelf. Mieszkańcy miasteczka lubili ów chłopca za to, że był szlachetny, uczciwy, prawy i wierny danemu słowu, czyli po prostu honorowy. Nie poznał on jednak swoich rodziców, gdyż oboje polegli podczas jednej z bitew, które wynikły ze sporu między dwoma synami króla, którzy chcieli władzy nad Reas. W bitwie kiedy książęta, chcieli przejąć tron, wkroczyli rodzice Norina, walka była niesamowita, jednak oboje polegli. Ostatnimi słowami ojca chłopca były: ?Bądź jak ojciec dla mego syna!? do króla, który był najbliższym przyjacielem rodziny. Po bitwie nie tylko rodzice Norina zginęli. Potyczka pochłonęła wiele ofiar, w tym oboje książąt, ogromną część królewskiej armii, oraz wielu niewinnych cywili. Wtedy kraj ten został zaatakowany przez siły zła. Północ oblegana przez wodne plemie Ge-Tsun, w tym dzikie żywiołaki, potwory morskie oraz inne poczwary z głębin mórz. Na południowym-wschodzie zaś, Reas zostało zaatakowane przez króla nieumartych - Nekrona. Szansa dana władcy umarłych nie mogła zostać niewykorzystana, tak więc zgromadził swoją armię ożywieńców, wspartą przez trolle, orki, okolicznych zbirów, nekromantów i inne nieczyste istoty. Podczas jednego z wielu ataków na froncie północnym król zginął. Norin był przeszkodą dla urzędników państwowych, tak więc wysłali go do Nesji, która byłą wtedy bardzo bezpieczna lokacją, jednak miało to wkrótce ulec drastycznej zmianie.

Tego dnia Norin wstał wcześnie rano. Zasłonięte chmurami niebo uroniło kilka małych promieni. Jeden z nich trafiał prosto na drzwi mieszkania chłopca, w którym mieszkał sam. Po śniadaniu chłopiec zbierał się do wyjścia po swojego najlepszego przyjaciela - Awruko, który był pesymistą, dlatego też bardzo często nie wierzył w siebie, co skutkowało wieloma niepowodzeniami.

Norin otworzył drzwi i od razu przymknął oczy. Co prawda promieni było mało, ale ten był niezwykle mocny i ciepły. Panicz rozciągnął się skąpany w słonecznym blasku i po chwili ruszył. Po kilku minutach dotarł do domu Awruko?a . Zapukał raz - nic, po chwili ponownie, ale z tym samym rezultatem. Jednak nie przejmował się tym, bo wiedział, że jego przyjaciel bardzo długo sypia. Norin znał wiele sposobów na wejście do domu swego kompana. Tym razem jednak nie chcąc się zbytnio trudzić, otworzył jak zwykle niedomknięte boczne okienko i niezauważenie wpełzł do środka. Rozejrzał się i powiedział sam do siebie:
- Typowe, Awruko, jego dom i... standardowy bałagan.

Jednak bystre elfie oko szybko wychwyciło podejrzaną rzecz. Otóż mały taboret stojący zazwyczaj przy schodach, leżał teraz połamany i rzucony na półpiętrze. Norin kilkoma susłami znalazł się przy schodach, a następnie na górze. Teraz słyszał szmery i szepty, lecz głosy nie mówiły w języku ludzi, czy elfów. Był to bardzo prymitywny, gadzi, plugawy język. Chłopiec wiedział, że nie dzieje się dobrze, ale nie był pewien z czym ma do czynienia.

Mając już doświadczenie, którego nabył w królewskiej akademii sztuk magicznych, rzucił zaklęcie. W jego dłoni zmaterializował się łuk i skurzany futerał, w którym znajdowały się strzały. Ostrożnie i bezszelestnie uchylił drzwi, próbując zorientować się w sytuacji. W pokoju znajdował się Awruko - nadal śpiący oraz stojące wokół łóżka trzy oślizgłe gobliy. W głowie panicza zaistniałą jedna myśl: ?To jest ten moment! Teraz! Załatwię je szybko, jeszcze zanim się zorientują co się stało.? I tak też zrobił - szybkim uderzeniem pleców w drzwi otworzył je i błyskawicznie obrócił się w stronę przeciwników. Przygotowawszy się wcześniej do strzału, wycelował i pozwolił pędzić swym strzałom. Dwie z trzech trafiły prosto w cel: jedna w głowę jednej poczwary, druga natomiast w serce drugiego goblina, ale trzecia strzała spudłowała trafiając w brzuch , zamiast w szyję. Teraz role się odwróciły, łowca miał stać się ofiarą. Kreatura spojrzała na Norina, następnie wyciągnęła strzałę i złamała ją. Nastąpiła wymiana spojrzeń, gad błyskawicznie zmierzył wzrokiem panicza, skoczył na sufit drewnianej posiadłości wbijając weń swe szpony. Przez kilka chwil paskuda zwisała grzbietem w dół ociekając czarną krwią, jednak gdy zebrała dość sił by zaatakować - rzuciła się z dużą prędkością wprost na Norina, ten jednak wykonał unik zaliczając upadek, sekundę później nastąpił kolejny atak, tym razem bardziej precyzyjny. Goblin nie tracąc gruntu spod stóp. Uderzenie miało zabić chłopca jednak wydarzyło się coś niezwykłego. Ziemia się zatrzęsła, z okien błysnęło rażące światło, które w ułamku sekundy spaliło szkaradę. W tym momencie obudził się Awruko, wstając wyciągnął się, rozejrzał po pokoju i ujrzawszy zniszczone pomieszczenie, skupił się teraz na swoim przerażonym przyjacielu i zmieszany wyszeptał swoje imię na wspak. Obydwaj zerwali się na równe nogi i wybiegli przed dom. Widok był przerażający. Tam gdzie wcześniej były skrawki wolnego miejsca, teraz zostały one zapełnione zwłokami wojowników i ścierwami najróżniejszych kreatur. Gdzieniegdzie walczyli magowie i wojownicy. Młodzikowie szybko wrócili do domu i przeprowadzili błyskawiczną burzę mózgów, z której wynikło, że muszą się ewakuować. Norin chwycił plecak leżący obok, spakował kilka rzeczy, a w tym: ubrania, zwoje, kilka ksiąg, prowiant na tydzień, mapę i worek miedziaków. Ewakuacja przebiegła dość bezpiecznie, poza czterorękim, wysokim na trzy metry szkieletem, przyodzianym w dwie tarcze, hełm i uzbrojonym w gigantyczne szable, lecz ze względu na rozmiary przeciwnika (i jego iloraz inteligencji) nietrudno było mu uciec. Po kilku minutach niebezpieczniej podróży przez miejscowe dróżki, chłopcy wreszcie dotarli do miejsca gdzie mogli przemyśleć to co się stało i spróbować obrać jakiś rozsądny kierunek.

Koniec części I.

Reamali



[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | GÓRA | DALEJ ]